Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lili. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lili. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 marca 2017

16. To jednak romantyk

 Otworzyłam oczy. Przez okno do pokoju wpadały promienie słońca. Uśmiechnęłam się widząc błękit nieba. Spojrzałam na zegarek, nie zdziwiłam się, że było już po dziesiątej. Przeciągnęłam się i wstałam z łóżka. Podeszłam do szafy, żeby wyjąć coś do ubrania. Zanim zdążyłam wyjść do łazienki, usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Na ekranie wyświetliło się imię blondyna. Odblokowałam telefon i zaczęłam czytać.

Co powiesz na prawdziwą randkę?”

Uśmiechnęłam się i chwilę nad tym zastanowiłam. Naprawdę chciałam iść, ale zanim zdążyłam odpisać, dostałam kolejnego SMSa.

Będę po Ciebie o 15 :*”

Zaśmiałam się. Nie wiedziałam, czy jest aż tak pewny siebie, czy może nie chciał dać mi szansy na odmowę, ale ucieszyłam się, że już niedługo się zobaczymy. Wysłałam mu krótką odpowiedź i poszłam pod prysznic. Ciepła woda przyjemnie spływała po moim ciele, a owocowy zapach żelu do kąpieli pobudzał wyobraźnię. Kiedy zamknęłam oczy, myślami byłam na ogrodzie, w środku lata. Czułam dojrzewające, letnie owoce.

Zeszłam na dół wesoła. Chris akurat robił śniadanie, kiedy mnie zauważył, odwzajemnił mój uśmiech. Ledwo zdążyłam usiąść, a już postawił przede mną talerz z gorącymi tostami i kubek herbaty.

- Dziękuję – uśmiechnęłam się do niego jeszcze szerzej, przez co się zaśmiał – Co jest takie zabawne? - chyba też miał dzisiaj świetny humor. Usiadł obok mnie ze swoim talerzem i zamiast odpowiedzieć, zaczął jeść – No wiesz Ty co? Tak własną siostrę olewać? - udałam obrażoną, co rozbawiło go jeszcze bardziej. Starałam się zachować poważną minę, jednak po chwili śmialiśmy się razem.

- Po prostu miło patrzeć, jak jesteś taka wesoła – odpowiedział, jak przestaliśmy się śmiać – ostatnio rzadko taka byłaś – miał rację, przez sprawy związane z Jasonem, ciągle byłam zła, albo zamyślona, a teraz po prostu promieniowało ode mnie szczęście. O wiele lepiej czułam się, będąc właśnie taka.

Jeszcze trochę rozmawialiśmy, a później przyszła pora, żeby zacząć się szykować na spotkanie z Seanem. Poszłam do swojego pokoju i stanęłam przed szafą. Nie miałam zielonego pojęcia, co założyć. Chciałam wyglądać ładnie, ale nie wiedziałam co zaplanował. Upierał się, że to niespodzianka. W końcu postanowiłam, że założę wygodną sukienkę, która będzie dobra bez względu na to, co będziemy robić.

Poszłam znowu wziąć prysznic. Umyłam i wysuszyłam włosy. Zostawiłam je rozpuszczone. Zrobiłam delikatny makijaż i założyłam czerwoną sukienkę. Cały dzień, nie mogłam się doczekać tego spotkania, ale teraz, jak zostało już tylko pół godziny, zaczęłam się stresować. Co jeśli nie spodoba mu się mój strój? Albo powiem coś głupiego? Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Oczy delikatnie mi się błyszczały, policzki były lekko zaróżowione, a włosy delikatnie opadały na ramiona i plecy. Uśmiechnęłam się i wyszłam z łazienki. W pokoju spryskałam się ulubionymi perfumami, założyłam kolczyki i zeszłam na dół w momencie, w którym Sean zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je z szerokim uśmiechem, który natychmiast odwzajemnił. Kiedy go zobaczyłam, na moment mnie zatkało. Miał na sobie niebieskie jeansy i koszulę w kratkę. Wyglądał jeszcze lepiej niż na co dzień. Lekko się zarumieniłam, gdy zrozumiałam, że dokładnie mi się przygląda.

- Wyglądasz pięknie – jego oczy błyszczały się, był podekscytowany. Jeszcze więcej krwi napłynęło do moich policzków – odwróć się na moment – poprosił, jednak widząc, że jestem zdziwiona i lekko zakłopotana, dodał – spokojnie, będę grzeczny – zaśmiałam się cicho i wykonałam jego polecenie. Podszedł bliżej mnie i zawiązał mi chustkę na oczach – Mówiłem Ci, to niespodzianka – szepnął mi do ucha. Jego oddech otulił moją skórę, Poczułam przyjemny dreszczyk, a kąciki moich ust powędrowały w górę.

Objął mnie w talii, a drugą ręką złapał moją dłoń i delikatnie aczkolwiek stanowczo i bez wahania poprowadził mnie do samochodu, mówiąc kiedy mam uważać na schodki. Dopiero kiedy stanął tak blisko, poczułam zapach jego perfum. Był cudowny, aż ugięły się pode mną kolana. Otworzył mi drzwi i pomógł usiąść tak, żebym nie uderzyła się w głowę, po czym zapiął mi pasy. Mimo że nic nie widziałam, czułam się przy nim bezpieczna. Chwilę później usłyszałam jak zapina swój pas i ruszyliśmy. Włączył cicho muzykę i całą drogę rozmawialiśmy. Tak po prostu, o wszystkim i o niczym. Opowiedział mi jak minął mu dzień i dowiedziałam się, że ma młodszą siostrę – pięcioletnią Katy.

Po dosyć długiej jeździe zatrzymał samochód i wyłączył silnik. Pomógł mi wysiąść i znowu zaczął gdzieś prowadzić. Usłyszałam charakterystyczny odgłos kroków na drewnie i po chwili się zatrzymaliśmy. Usiedliśmy, chyba na ławeczce. Rozwiązał chustkę, która zasłaniała mi oczy i wtedy zobaczyłam, gdzie jesteśmy. Siedzieliśmy na pomoście, nad jeziorem, które otaczały drzewa. Widok był naprawdę piękny. Słońce zaczęło chować się za lasem, więc tylko nieliczne promienie przedostawały się i odbijały w wodzie. Delikatny wiaterek podwiewał mi sukienkę i rozwiewał włosy. Nawet nie wiem kiedy wstałam i podeszłam na skraj pomostu.

- Rosie? - odwróciłam się przodem do Seana. Trzymał w rękach bukiet polnych kwiatów. Uśmiechnęłam się szeroko, chyba po raz tysięczny dzisiaj. Zawsze uwielbiałam takie kwiaty.

- Skąd wiedziałeś? - spytałam i dałam mu buziaka w policzek, jednocześnie przyjmując bukiet – dziękuję – uśmiechnął się słodko i odpowiedział.

- Skąd? No cóż... niech to będzie moja słodka tajemnica – spojrzałam na niego trochę zdziwiona – no nie patrz tak na mnie – zaśmiał się. Lubiłam jego śmiech i znowu kąciki moich ust powędrowały w górę. - Pamiętaj, magia tkwi w tajemnicy. Jeśli Ci powiem, to czar pryśnie – W sumie, było w tym trochę prawdy. Spojrzałam w jego piękne oczy i wtuliłam się w niego. Czułam się przy nim naprawdę dobrze.

Usiedliśmy z powrotem na ławeczce i rozmawialiśmy o tym, co lubimy, a czego nie. W pewnym momencie objął mnie ramieniem. Lekko się zarumieniłam i przysunęłam bliżej niego. Jeszcze chwilę tak zostaliśmy, po czym Sean wstał i pociągnął mnie za rękę, żebym zrobiła to samo.

- Chodź – powiedział radośnie i ruszył przed siebie nadal trzymając moją dłoń. Uśmiechnęłam się i splotłam nasze palce. Zatrzymaliśmy się przed małym, ale ładnym drewnianym domkiem. Wyjął klucze z kieszeni i otworzył przede mną drzwi – Panie przodem – i skłonił się lekko, jak to robią w starych filmach. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Weszłam do środka. Wewnątrz był jeszcze ładniejszy niż z zewnątrz. Zaraz za przedpokojem był mały, przytulny salon. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające piękne krajobrazy, obok jednego z nich wisiało poroże jelenia. Przed kanapą był kominek, a nad nim wisiał telewizor. Ściany pomalowane były na przyjemny, brązowy kolor, a od podłogi wyłożone kamieniem, w ciemniejszym odcieniu. Na podłodze dla złamania ciemniejszych barw, leżał kremowy dywan. Było naprawdę ładnie. Sean właśnie rozpalał w kominku i uśmiechał się do mnie serdecznie. - Podoba Ci się? - w jego oczach pojawiły się iskierki. Chyba był szczęśliwy.

- Tak, jest naprawdę przytulnie. - zobaczyłam wiszące na przeciwległej ścianie zdjęcia małego chłopca z rodzicami. Przyjrzałam im się uważnie. Charakterystyczne blond włoski i słodki uśmiech mogły należeć tylko do jednej osoby. - To Ty? - spojrzałam na chłopaka, który właśnie do mnie podszedł. Objął mnie od tyłu w tali i sam popatrzył na zdjęcia.

- Tak, miałem wtedy cztery latka – uśmiechnął się delikatnie – chodź, coś nam ugotuję. - Kolejna niespodzianka. Kto by się spodziewał, że Sean umie gotować. Usiadłam na wysokim krześle przy wyspie kuchennej tak jak prosił i obserwowałam co robił. Kilka razy proponowałam, że pomogę, ale odpowiadał, że mam sobie wygodnie siedzieć i pić mrożoną herbatkę, którą mi zrobił.

Przyglądałam się, jak kroi pomidory i inne warzywa. Na pewno nie pierwszy raz gotował. Ktoś kto robi to tak szybko i z taką wprawą, musi gotować od dawna. Z ciekawości spytałam, kiedy zainteresował się tym. Odpowiedział, że od kiedy był małym chłopcem, lubił pomagać mamie w kuchni i to naprawdę widać. Nie miałam pojęcia co przygotowuje, ale pachniało cudownie. Gdy o to pytałam, mówił, że to przepis rodziny i w zasadzie nie ma nazwy. Wstawił wodę na makaron i wrócił do sosu z warzyw. Wyglądał pociągająco krzątając się po kuchni. Był bardzo skupiony, ale cały czas ze mną rozmawiał, uśmiechał się i śmiał. Widać, że robił coś, co lubi.

Przez cały ten czas, nie pojawiła się niezręczna cisza. Nawet jeśli na chwilę zapadało milczenie, nie było w nim nic krępującego. Czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie, dobrze nam się rozmawiało. Dużo żartowaliśmy i ciągle się śmialiśmy, przez co czas szybko uciekał. Kiedy sos był już gotowy, nabrał go na łyżeczkę i podsunął mi pod usta, żebym spróbowała. Smak był niesamowity. Jednocześnie słodkawy, ale też pikantny. Warzywa świetnie ze sobą współgrały. Zawodowy kucharz nie powstydził by się takiego dania. Przez cały ten czas uważnie mi się przyglądał i z każdą sekundą jego uśmiech stawał się szerszy.

- To jest naprawdę pyszne – powiedziałam, szczerze zachwycona jego umiejętnościami. Sama chciałabym tak dobrze gotować. Może kiedyś się nauczę.

- Cieszę się, że Ci smakuje – jeśli wcześniej, była w nim odrobina, ledwo zauważalnego stresu, teraz odeszła w niepamięć. Nałożył jedzenie na talerze i zaniósł do stołu. Zapalił świeczki, nadając kolacji romantycznego akcentu. Na dworze zdążyło już się ściemnić. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.

Często patrzeliśmy sobie w oczy. Sean czule dotknął mojej dłoni. Zarumieniłam się i uśmiechnęłam do niego co szybko odwzajemnił. Tematy do rozmów nam się nie kończyły. Miał naprawdę świetne poczucie humoru. Rozśmieszał mnie co chwilę, za którymś razem popłakałam się ze śmiechu. To był naprawdę wspaniały dzień. Wcześniej miałam obawy, czy wszystko będzie w porządku, ale teraz nawet nie wiem dlaczego. Byłam szczęśliwa, a ten dzień na pewno zapamiętam na długo.

Wstałam i zaczęłam sprzątać po kolacji. Trochę się ze mną spierał, że sam to zrobi, albo chociaż mi pomoże. W końcu uległ, wiedząc, że jestem uparta. Zaniosłam talerze i szklanki do zlewu. Woda była ciepła, więc od razu zaczęłam zmywać. Po chwili poczułam jak jego ręce oplatają się wokół mojej talii, a on wtula się w moje plecy. To było bardzo przyjemne. Nachylił się i pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się, znowu.

Szybko dokończyłam sprzątanie i poszliśmy do salonu obejrzeć film. Dosyć długo nie mogliśmy zdecydować się, co zobaczymy. W końcu postanowiliśmy włączyć komedię, żeby jeszcze trochę się pośmiać. Sean objął mnie, a ja się w niego wtuliłam. Słyszałam bicie jego serca.

Kiedy film się skończył, urządziliśmy bitwę na poduszki. Później zaczęliśmy się łaskotać. Oboje głośno się śmialiśmy. Niestety zrobiło się późno i musieliśmy się zbierać. Sean odwiózł mnie do domu.

Kiedy wysiadałam, otworzył mi drzwi samochodu. Czyżby był nie tylko romantykiem, ale też gentlemanem? Odprowadził mnie pod same drzwi. Przytuliłam się do niego i już miałam nacisnąć na klamkę i wejść do domu, kiedy odwrócił mnie w swoją stronę i zbliżył swoją twarz do mojej. Powoli, jakby czekając na moje pozwolenie, przysunął się jeszcze bliżej. Złączył nasze usta, w delikatnym, czułym pocałunku. Przez całe moje ciało przeszły przyjemne dreszcze, a oddech lekko przyspieszył. Trwało to tylko kilka sekund, ale było cudowne.

Uśmiechnęłam się do niego i pożegnałam. Odwracając się zauważyłam wściekły wzrok Jasona przyglądającego nam się z okna swojego pokoju. Znowu przeszły mnie dreszcze, ale nie miały nic wspólnego z tymi przyjemnymi. Szybko weszłam do domu i poszłam prosto do swojego pokoju. Wzięłam piżamę, wykąpałam się i położyłam do łóżka. Napisałam wiadomość do Seana, podziękowałam za dzisiejszy dzień i życzyłam dobrej nocy.

Zasnęłam szybko, szczęśliwa i zmęczona po dzisiejszym dniu. Miałam spokojny sen. Biegałam po lesie. Było słonecznie i ciepło. Rano obudziłam się wypoczęta i gotowa na kolejny dzień szkoły. Wstałam z łóżka, przygotowałam się do wyjścia i zeszłam zjeść śniadanie.

W drodze do szkoły, myślałam o tym, z kim mogłabym zamienić się miejscem na chemii. Nie chciałam siedzieć obok Jasona. Przypomniałam sobie, że w ostatniej ławce siedziała dziewczyna z mojej drużyny, z kolegą sąsiada. Wspomniała mi jakiś czas temu, że kiepsko się dogadują, więc postanowiłam zapytać czy się zamieni. Nie miał nic przeciwko. Od dzisiaj siedziałam z tyłu, razem z Gail.

Dzień mijał spokojnie i miło. Rano znalazłam w szafce liścik od Seana, w którym napisał, żebyśmy zjedli razem lunch w stołówce. Lekcje mijały szybko i bez problemów. Zadzwonił dzwonek, czas na długą przerwę. Zostawiłam niepotrzebne książki w szafce i poszłam w umówione miejsce. Siedział przy stoliku z moimi przyjaciółmi i bratem, więc się do nich dosiadłam. Przywitali się wesoło i Lili zaczęła o czymś opowiadać. Oczywiście jak to ona, mówiła tak szybko, że nikt jej nie rozumiał. Od czasu do czasu przytakiwaliśmy. Austin wpatrywał się w nią jak w obrazek i chyba jako jedyny naprawdę starał się zrozumieć co mówi. Niestety nie za dobrze mu to szło. Co chwilę jej przerywał i dopytywał co miała na myśli.

Sean objął mnie w tali i pocałował w czoło. W tym momencie zauważyłam wściekły wzrok Jasona, ale jakoś się tym nie przejęłam. Wieczorem chwilę nad tym myślałam i postanowiłam, przestać martwić się jego zachowaniem. Wyrzuciłam go z mojego życia raz na zawsze. Wstał, jakby ogarnęła go furia i wyszedł trzaskając drzwiami. Sean zaproponował, że odprowadzi mnie do domu, a po drodze przejdziemy się na spacer. Z chęcią się zgodziłam i poszłam na następne lekcje.

~Sean~

Czekałem na Rosie pod szkołą. Jej trening się chwilę przedłużył. Zobaczyłem burzę blond włosów i już wiedziałem, że to ona. Po chwili odwróciła się przodem do mnie i zaczęła szukać mnie wzrokiem. Szeroko się uśmiechnęła i ruszyła w moją stronę. Wyglądała pięknie, taka wesoła i pełna życia. Potrafiła zarazić mnie optymizmem jak nikt inny.

Przytuliła mnie i od razu moje serce przyspieszyło. Cholera, jak ta dziewczyna na mnie działa. Nikt wcześniej nie wywoływał we mnie takich odczuć. Trzymałem ją chwilę w ramionach, jednak odsunęła się zdecydowanie za szybko. Wziąłem ją za rękę i poszliśmy się przejść. Zaczęła opowiadać o swoich wynikach na dzisiejszym treningu, jednak nie potrafiłem uważnie jej słuchać. Myślami byłem gdzie indziej. Już od dłuższego czasu trzymałem to w sobie, najwyższa pora jej o tym powiedzieć.


- Rosie? - zacząłem niepewnie, ale kiedy spojrzała na mnie tymi cudnymi zielonymi oczami, nabrałem odwagi – Jesteś niesamowitą osobą. Z każdym dniem poznaję Cię lepiej, ale to ciągle dla mnie za mało. Chciałbym spędzać z Tobą każdą wolną chwilę... - wziąłem głęboki oddech – Rosalie... muszę Ci coś powiedzieć.

___________________
Długo trzeba było na niego czekać, za co przepraszam. Klasa maturalna, więc nauka zajmuje mi dużo czasu. Rozdział dłuższy niż zwykle, mam nadzieję, że się spodoba  c; 

niedziela, 13 marca 2016

13. List


            Nie potrafiłam uwierzyć w to, co mówiła. Jason, którego uważałam za przyjaciela, a może nawet miałam nadzieję na coś więcej niż przyjaźń, okazał się niedojrzałym, traktującym mnie jak przedmiot frajerem. Nabrał nas wszystkich, mnie, Chrisa, nawet Lili. Zawiodłam się na nim. Czułam się strasznie. Oczy zaszły mi łzami i robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby nie zaczęły spływać po moich policzkach.

   - Czeeekaj – wyszeptałam przez zaciśnięte gardło – jesteś pewna, że ten drugi chłopak to Sean? – zauważyłam, że ostatnio bardzo się zmienił, ale czy mogłam aż tak się pomylić, kiedy myślałam, że dla niego liczy się tylko zdobywanie kolejnych lasek…

   - Dam sobie rękę uciąć, że to on – chyba widząc niedowierzanie w moich oczach dodała – tak, też się tego nie spodziewałam, ale może naprawdę się zmienił? No wiesz, może po prostu dojrzał? Sama mówiłaś, że rozmawiał z Chrisem, a wiesz jaki jest Twój brat. Ideał każdej dziewczyny. – powoli zaczynałam rozumieć do czego zmierzała. Chris miał niesamowity wpływ na ludzi i wcale nie zdziwiłoby mnie to, że właśnie poprzez kontakt z nim zaczął się zmieniać. Muszę przyznać, że taki Sean był jeszcze atrakcyjniejszy niż poprzednia wersja, chociaż wcześniej wydawało mi się to niemożliwe.

            Pomimo wydarzeń, które miały miejsce nie zrezygnowałyśmy z naszych planów. Teraz potrzebowałam tego jeszcze bardziej. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, zrobiłyśmy sobie naleśniki i poszłyśmy do mojego pokoju. Usiadłyśmy na łóżku, ułożyłyśmy oparcie z poduszek, a  w nogach położyłyśmy laptopa. Oczywiście miałyśmy problem z wyborem filmu. Lili chciała zobaczyć jakiś dramat, a ja miałam ochotę na kryminał, albo horror. Skończyło się tak, że oglądałyśmy „Porwanie”. Niestety czas płynął nieubłaganie i zostałam w pokoju sama ze swoimi myślami.

            Cały wieczór szukałam sobie jakiegoś zajęcia, żebym nie miała zbyt dużo czasu na analizowanie zdarzeń zrelacjonowanych przez przyjaciółkę. Posprzątałam w szafie, odrobiłam zadania domowe, zmieniłam pościel, zrobiłam pranie, ale w końcu zabrakło mi pomysłów. Wzięłam piżamę i poszłam wziąć prysznic. Rozczesałam swoje długie, blond włosy i weszłam do kabiny. Strumienie gorącej wody spływały po moim ciele i włosach. Zamknęłam oczy starając się zrelaksować.

            Leżałam w łóżku trzymając telefon w ręce i zastanawiałam się co zrobić. Źle czułam się z tym, że tak szybko oceniłam Seana. Miałam wyrzuty sumienia, że nie dałam mu szansy na pokazanie, jaki jest naprawdę. Postanowiłam do niego napisać i przeprosić.

Do: Sean :)

„Wiem o wszystkim, Lili Was słyszała. Pomyliłam się co do Ciebie, przepraszam”

            Zablokowałam ekran i czekałam na odpowiedź. Zamknęłam oczy, żeby powstrzymać się od ciągłego zerkania na zegarek. Miałam nadzieje, że nie będzie miał mi tego za złe.  W końcu każdy popełnia błędy, prawda? Ważne, że potrafię się do nich przyznać. Wreszcie poczułam wibracje komórki, więc otworzyłam oczy i przeczytałam wiadomość.

Od: Sean :)

„Nie myliłaś się, miałaś rację, ale dzięki Tobie się zmieniłem”

            Czytałam treść kilka razy, aż dotarło do mnie, co napisał. Zmienił się dzięki mnie? Jak to? Przecież przez ostatnie tygodnie nie utrzymywaliśmy kontaktu.

Do: Sean :)

„Jak to dzięki mnie? :o”

            Nie ukrywałam swojego zdziwienia i po raz kolejny czekałam aż odpisze. Starałam się nie myśleć o tym jak mija czas, nie sprawdzać godziny, jednak nie udawało mi się to. Zerkałam na zegarek co dwie minuty, a odpowiedzi nadal nie było. Wreszcie, po upływie trzydziestu minut, telefon zaczął wibrować.

Od: Sean :)

„Dzięki Tobie zdałem sobie sprawę z tego, że jeśli chcę walczyć o Ciebie, to najpierw muszę zawalczyć o samego siebie. Zmieniłem się, bo cholernie mi się podobasz Rosie i zrobię wszystko, żebyś dała mi szansę na pokazanie, że naprawdę mi zależy i że już nie jestem taki jak kiedyś. Chciałbym móc w tej chwili zobaczyć jak się uśmiechasz i delikatnie rumienisz. Do twarzy Ci z rumieńcami. Dobranoc Księżniczko :*”

            Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Jeśli to była prawda, jeśli naprawdę zmienił się tylko dlatego, że mu się podobam… Zabrakło mi słów. Nie wiedziałam co mu odpisać. Podobał mi się od początku liceum, później pojawił się Jason, ale to właśnie Sean potrafił sprawić, że uśmiecham się, nawet jeśli mi smutno. Odpisałam „Dobranoc :*” i położyłam się spać. Było już dosyć późno, a jutro czekała mnie trudna rozmowa z Jasonem. Musiałam wypocząć. Zamknęłam oczy i nawet nie wiedziałam, w którym momencie odpłynęłam.

            Obudziłam się wyspana, wstałam i poszłam przygotować się do szkoły. Ubrałam kremową bluzeczkę z pierwszą literą mojego imienia, czarne rurki i kremowe trampki. Szłam do szkoły, słuchając muzyki. Miałam świetny humor i nie psuła go nawet wizja konfrontacji z byłym przyjacielem. Weszłam do budynku i od razu skierowałam się do swojej szafki. Otworzyłam ją i wypadła z niej czerwona różyczka z przyczepionym liścikiem. Wzięłam go do ręki i przeczytałam: „Piękna róża, dla pięknej dziewczyny. Lunch, ławka przed szkołą, będę na Ciebie czekał :* ~S”. Uśmiechnęłam się i powąchałam kwiat. Zapach był niesamowity, świeży, radosny – o ile można tak powiedzieć o zapachu – i kojarzył mi się ze słońcem.

            Szłam korytarzem na lekcję, kiedy zza rogu wyłonił się Jason.

   - Musimy porozmawiać. Nie wiem co ta mała zdzira Ci nagadała, ale to nie prawda – chciał rozmawiać,  a zaczynał od obrażania mojej najlepszej przyjaciółki? – Daj mi pięć minut i wszystko Ci wyjaśnię.

   - Nie ma takiej potrzeby – powiedziałam pewnie, ale jednocześnie w moim głosie można było usłyszeć złość – Nigdy więcej nie waż się mówić tak o Lili – mówiąc to chciałam go ominąć, ale szarpnął za mój nadgarstek w związku z czym znów stałam przodem do niego.

   - Nie odejdziesz stąd dopóki  nie powiem tego, co chcę powiedzieć. Zrozumiałaś? – Był wściekły, jego palce zaciśnięte na moim nadgarstku boleśnie wbijały się w skórę. Czułam, że jeśli teraz zrobię coś, co mu się nie spodoba, bez wahania mnie uderzy. Wzdłuż kręgosłupa przeszły ciarki i zrobiło mi się zimno. Mimo wszystko spojrzałam mu w oczy.

   - Puść mnie – wysyczałam. Gdyby jadem zawartym w głosie można było zabijać, to leżałby już martwy. Zamrugał zdezorientowany, ale zamiast wykonać polecenie, jeszcze mocniej zacisnął dłoń. W tamtej chwili byłam naprawdę zdenerwowana. Zrobiłam coś, o co nigdy bym siebie nie posądzała. Zacisnęłam prawą dłoń w pięść, zamachnęłam się i z całej siły uderzyłam w szczękę chłopaka. Zaskoczony puścił moją rękę, a ja szybko cofnęłam się kilka kroków w tył. – Myślałam, że jesteś inny, że można Ci zaufać, ale Ty jesteś jeszcze gorszy niż reszta. Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj – Wypowiadając te słowa odwróciłam się i odeszłam w stronę klasy.

            Nadeszła pora lunchu. Wyszłam ze szkoły, a na ławce już czekał na mnie Sean. Widząc mnie uśmiechnął się szeroko i wstał. Kiedy podeszłam bliżej przytulił mnie i oboje usiedliśmy.

   - Cieszę się, że przyszłaś – jego oczy aż błyszczały z radości. Odwzajemniłam jego uśmiech i zaczęliśmy rozmawiać. Wszystko było świetnie do chwili, w której zerknął na mój nadgarstek – Co to jest? Kto Ci to zrobił?! – spytał wskazując na siniaka, którego zostawił po sobie Jason, znowu.

   - To nic, nie przejmuj się – nie chciałam, żeby znowu się pobili. Sprawę z nim uważałam za zakończoną i nie miałam zamiaru już nigdy do tego wracać.

   - Rosie… Mi możesz powiedzieć – patrzył mi prosto w oczy – jeśli ktoś robi Ci krzywdę, pomogę Ci. Nie pozwolę nikomu Cię ranić – niby takie proste słowa, a jednak tyle mogą. Poczułam się przy nim bezpieczna. Uśmiechnęłam się delikatnie.

   - To naprawdę nic, już jest wszystko w porządku – również się uśmiechnął.

   - Ale powiesz mi, jeśli coś się będzie działo – skinęłam głową na znak, że się zgadzam i powróciliśmy do rozmowy. Czas spędzony z nim mijał bardzo szybko i przyjemnie. Kolejne lekcje minęły równie szybko i już szłam na trening.

            Wracając do domu dostałam SMSa. Otworzyłam go szybko, myśląc, że to od Seana. Jednak gdy zobaczyłam nadawcę na moment mnie zmroziło. Nieznany numer. Przeczytałam wiadomość.

„List pod Twoimi drzwiami to 100% prawdy”

            Podniosłam wzrok znad telefonu i faktycznie, na wycieraczce leżała gruba, biała koperta formatu A4. Podniosłam ją szybko i rozejrzałam się dookoła, jednak nie znalazłam nikogo, kto mógłby ją podrzucić. Weszłam do domu, usiadłam na kanapie i otworzyłam list.
_______
Mam nadzieję, że się podoba! :D 

Sprawa imion została rozwiązana c; 
dziewczynka: Katie
chłopiec: Zayn 

Dziękuję za pomoc (: 

Do następnego! <3

niedziela, 6 marca 2016

12. Zakład


            Usiadłam prosto i patrzyłam na telefon, który leżał na ławie. Była to kolejna wiadomość z nieznanego numeru. Zrobiło mi się zimno, a po kręgosłupie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Krew odpłynęła z policzków i bez patrzenia w lustro wiedziałam, że jestem blada jak ściana. Nie chciałam czytać kolejnego SMSa z groźbą, nie chciałam reagować tak za każdym razem, kiedy dostanę jakąś wiadomość, nie chciałam się bać. Niestety nie miałam żadnego wpływu na reakcję mojego organizmu. Bardzo powoli wyciągnęłam rękę po komórkę, starałam się opanować drżenie dłoni, jednak niewiele to dało. W sumie nawet nie wiem, dlaczego tak się bałam, to był dopiero drugi SMS. Może miało to coś wspólnego z ostatnimi wydarzeniami. Sporo się działo. Wypadek Chrisa, wybuchy złości Jasona, miałam dziwne wrażenie, że w jakiś sposób te sprawy są ze sobą połączone. Wzięłam głęboki wdech i odblokowałam ekran.

„Wycofaj się, póki nie jest za późno.”

            Zmroziło mnie. Nie miałam pojęcia co zrobić. Zamknęłam oczy, wzięłam kilka głębszych wdechów. To była groźba, czy ostrzeżenie? Co ktoś próbował mi powiedzieć? Dlaczego z każdą wiadomością miałam coraz więcej pytań, a mniej odpowiedzi? Po chwili moje dłonie przestały drżeć, a krew powróciła do twarzy. Nie miałam zamiaru psuć tego wieczoru. Wróciłam do oglądania, a tajemniczym nieznajomym zajmę się później.

            Kilka godzin później poszłam wziąć gorący prysznic i położyłam się spać. Przez cały weekend miałam problemy ze snem, więc zmęczona, bardzo szybko zasnęłam. Kiedy się obudziłam, do pokoju nieśmiało „zaglądały” promienie słońca. Spojrzałam na zegarek, zostało mi jeszcze kilka minut do budzika, ale byłam wyspana. Postanowiłam wstać i zrobić śniadanie. Godzinę później wchodziłam do szkoły. Było słonecznie, ale chłodno, dlatego ubrałam czarne rurki, różową bokserkę i również czarną, cienką bluzę. Wyciągałam właśnie książki z szafki, kiedy ktoś stanął obok mnie. Myśląc, że to Jason, chciałam zignorować tę osobę, jednak odchrząknął i zdałam sobie sprawę z tego, że to wcale nie był ten chłopak, o którym myślałam. Ku mojemu zdziwieniu Sean stał obok mojej szafki i patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Coś w jego wyglądzie się zmieniło, przez ostatnie tygodnie intensywnie ćwiczył i widać było efekty. Skrócił włosy i po jego grzywce nie było już śladu, teraz miał je zaczesane do góry. Chyba trochę urósł. Nawet jego spojrzenie się zmieniło. Już nie patrzył tymi oczami podrywacza, w których było tylko pożądanie. W tej chwili jego wzrok przepełniony był troską. Słyszałam też, że jego zachowanie uległo zmianie. Nie umawiał się z kim popadnie, wcale nie chodził na randki. Nie wiem, kiedy to wszystko się stało, ale czy człowiek może tak z dnia na dzień, po prostu się zmienić?

   - Hej – powiedział lekko rozbawiony i zdałam sobie sprawę z tego, że się na niego gapię. Zarumieniłam się delikatnie i starałam się zakryć to włosami. Dobrze, że jednak nie spięłam ich w kucyka. Odpowiedziałam ciche „cześć” i już miałam odejść, kiedy mnie zatrzymał – zaczekaj chwilkę. Chciałem tylko spytać, czy wszystko w porządku? – spojrzałam mu w oczy nie wiedząc czy mówi poważnie, ale nie znalazłam w nich nic, po czym mogłabym stwierdzić, że jest inaczej. – Rozmawiałem w piątek z Chrisem, ale wolałbym usłyszeć to od Ciebie – patrzyłam tak na niego jeszcze chwilę, po czym delikatnie się uśmiechnęłam.

   - Jest ok, dziękuję – odetchnął z… ulgą? Zdziwiło mnie to, pewnie tylko mi się wydawało. Poczułam, że ktoś nas obserwuje i napotkałam wściekłe spojrzenie Jasona. Tego już było za wiele. Nie dość, że zachowywał się, jak się zachowywał, to teraz jeszcze będzie się czepiał, że rozmawiam z kimś, kto nie jest nim? Zdenerwowana zacisnęłam pięści i już miałam do niego podejść i mu wygarnąć, ale po raz kolejny zatrzymał mnie Sean.

   - Zostaw, szkoda energii na kolejną kłótnie – rzuciłam mu pełne zaskoczenia spojrzenie, ale zanim zdążyłam zapytać skąd wie, że się kłócimy, odezwał się ponownie – Cała szkoła mówi o tym, jak się zachowywał w piątek w stołówce. – Skinęłam głową na znak, że rozumiem i w sumie sama nie wiem dlaczego, przytuliłam go, a raczej wtuliłam się w niego. Był tak wysoki, że głową ledwo dosięgałam do jego ramienia. Odwzajemnił gest, a ja powiedziałam ciche „Dziękuję”, odwróciłam się i odeszłam.
~Lili~

            Szłam korytarzem, w zasadzie prawie biegłam. Było już kilka minut po dzwonku na lekcje, jednak przystanęłam, kiedy usłyszałam głos Jasona i kogoś jeszcze. Wychyliłam się zza rogu i cichutko podeszłam bliżej chowając się za szafkami, żeby mnie nie zobaczyli.

   - Pogięło Cię już do reszty? Mam się z Tobą o coś zakładać? Niby po co? – chłopak, który stał tyłem do mnie był wzburzony propozycją Jasona.

   - Jak to po co? – jakby nie dowierzał, że można tego nie rozumieć – Nawet nie wiesz co jest nagrodą, a już odmawiasz? – nie spodziewał się takiej reakcji blondyna, w każdym słowie było słychać ogromne zdziwienie. Myśląc, że to tylko jakiś głupi zakład dwóch nastolatków chciałam odejść, kiedy ten znowu się odezwał – A co jeśli Ci powiem, że ten, który wygra, dostanie Rosie? – czeeekaj, co?! O czym on w ogóle mówił. Miał czelność zakładać się o moją najlepszą przyjaciółkę?! Nie wierzę, że tak się co do niego pomyliłam. Myślałam, ze jest porządnym chłopakiem, a jednak…

   - Nie no, Ty to już kompletnie zwariowałeś! – krzyknął blondyn – Myślisz, że możesz się zakładać z ludźmi dla własnej rozrywki, a jako nagrodę wystawiać Rosalie? Za kogo Ty się uważasz?! – już go lubię! Gdybym tylko wiedziała kim jest… - To żywa istota, a nie przedmiot, który jest Twoją własnością. Lepiej zejdź mi z oczu, zanim znowu będziesz musiał wybrać się do pielęgniarki. – odwrócili się na pięcie i odeszli.

            Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nigdy nie pomyślałabym, że on stanie w obronie mojej przyjaciółki. Szedł w stronę szafek, za którymi się chowałam, więc przylgnęłam do ściany, żeby mnie nie zauważył. Był tak zdenerwowany, że minął miejsce, w którym się znajdowałam, szybkim krokiem nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Spojrzałam na zegarek. Do końca lekcji zostało dwadzieścia minut. Nie było sensu, żeby tam iść, więc skierowałam się w stronę damskiej toalety, musiałam przemyśleć kilka spraw, a co najważniejsze. Czy powiedzieć Rosie o tym zajściu, a jeśli tak, to w jaki sposób. Wiedziałam, że to ją zrani, a z drugiej strony, gdybym była na jej miejscu, chciałabym wiedzieć. Dlaczego to takie trudne? Co jeśli mi nie uwierzy? Trudno, muszę jej powiedzieć…

~Rosie~

            Czekałam na Lili przed jej szafką, tak jak umówiłyśmy się wczoraj. Miałyśmy iść do mnie i zobaczyć jakiś film. Odkąd zaczęła chodzić z Austinem, rzadziej się spotykamy i takie popołudnie tylko we dwie było nam potrzebne. Kiedy w końcu się pojawiła, jej mina mówiła wszystko, coś było nie tak. Jednak nie zdążyłam zapytać o co chodzi, mijając mnie złapała moją rękę i pociągnęła do wyjścia.

   - Musimy porozmawiać, poważnie – i to miało być wyjaśnienie jej zachowania? Przecież to nic nie tłumaczy…

   - O czym? – zatrzymałam się i zmusiłam ją do spojrzenia mi w oczy. – Lili, powiedz mi co się dzieje! – prawie krzyknęłam. Nienawidzę takiej niepewności….

   - Powiem Ci, obiecuje, ale jak będziemy u Ciebie – patrzyłam na nią zaskoczona, nie miałam pojęcia, o co może jej chodzić – Tutaj jest za dużo ludzi, ktoś może nas usłyszeć – wtedy trochę mnie wystraszyła, co takiego mogło się stać, że bała się o to, że ktoś się dowie. Największym problemem tej dziewczyny był wybór stroju na imprezę, albo dobranie lakieru do paznokci. Zawsze miała szczęście, nie pakowała się w kłopoty i nigdy nie słyszałam, żeby sprawiała jakieś problemy. Po jej minie widziałam, że tym razem chodzi o coś zupełnie innego.

            Szybkim krokiem ruszyłyśmy w stronę mojego domu. Kiedy byłyśmy już na miejscu, zrobiłam nam herbaty i usiadłyśmy przy stole w kuchni. Oczywiście nikogo nie było w domu o tej porze. Patrzyłam na nią w ciszy, czekając aż powie co się dzieję, ale z każdą minutą denerwowałam się coraz bardziej. Zaczęłam nawet stukać paznokciami o blat stołu. Po jakiś dwudziestu minutach wreszcie zaczęła mówić.

   - Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć, więc powiem prosto z mostu. Wiem, że to Cię zrani, ale nie chcę tego przed Tobą ukrywać i gdybyś była w takiej sytuacji jak ja teraz, to chciałabym, żebyś mi powiedziała… - zacięła się. Patrzyła mi prosto w oczy, a jej przepełnione były smutkiem i współczuciem. – Podsłuchałam dzisiaj rozmowę Jasona z… - czyli tu nie chodziło o nią… Nie mogłam uwierzyć w to co mówiła. Jak mogłam się tak pomylić w stosunku do Jasona, w zasadzie, jak mogłam się tak pomylić w stosunku do nich obu…

_______
Wiem, że dawno nie było rozdziału, za co baaardzo przepraszam, ale naprawdę nie miałam czasu :(

Zostały już tylko dwie propozycje imion dla dziewczynki i dwie dla chłopca, więc... :

dziewczynka: 
Katie czy Lucy?

chłopiec: 
Lukas czy Zayn? 

Liczę na Waszą pomoc i mam nadzieję, ze rozdział się podobal :D