Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liceum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liceum. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 marca 2016

13. List


            Nie potrafiłam uwierzyć w to, co mówiła. Jason, którego uważałam za przyjaciela, a może nawet miałam nadzieję na coś więcej niż przyjaźń, okazał się niedojrzałym, traktującym mnie jak przedmiot frajerem. Nabrał nas wszystkich, mnie, Chrisa, nawet Lili. Zawiodłam się na nim. Czułam się strasznie. Oczy zaszły mi łzami i robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby nie zaczęły spływać po moich policzkach.

   - Czeeekaj – wyszeptałam przez zaciśnięte gardło – jesteś pewna, że ten drugi chłopak to Sean? – zauważyłam, że ostatnio bardzo się zmienił, ale czy mogłam aż tak się pomylić, kiedy myślałam, że dla niego liczy się tylko zdobywanie kolejnych lasek…

   - Dam sobie rękę uciąć, że to on – chyba widząc niedowierzanie w moich oczach dodała – tak, też się tego nie spodziewałam, ale może naprawdę się zmienił? No wiesz, może po prostu dojrzał? Sama mówiłaś, że rozmawiał z Chrisem, a wiesz jaki jest Twój brat. Ideał każdej dziewczyny. – powoli zaczynałam rozumieć do czego zmierzała. Chris miał niesamowity wpływ na ludzi i wcale nie zdziwiłoby mnie to, że właśnie poprzez kontakt z nim zaczął się zmieniać. Muszę przyznać, że taki Sean był jeszcze atrakcyjniejszy niż poprzednia wersja, chociaż wcześniej wydawało mi się to niemożliwe.

            Pomimo wydarzeń, które miały miejsce nie zrezygnowałyśmy z naszych planów. Teraz potrzebowałam tego jeszcze bardziej. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, zrobiłyśmy sobie naleśniki i poszłyśmy do mojego pokoju. Usiadłyśmy na łóżku, ułożyłyśmy oparcie z poduszek, a  w nogach położyłyśmy laptopa. Oczywiście miałyśmy problem z wyborem filmu. Lili chciała zobaczyć jakiś dramat, a ja miałam ochotę na kryminał, albo horror. Skończyło się tak, że oglądałyśmy „Porwanie”. Niestety czas płynął nieubłaganie i zostałam w pokoju sama ze swoimi myślami.

            Cały wieczór szukałam sobie jakiegoś zajęcia, żebym nie miała zbyt dużo czasu na analizowanie zdarzeń zrelacjonowanych przez przyjaciółkę. Posprzątałam w szafie, odrobiłam zadania domowe, zmieniłam pościel, zrobiłam pranie, ale w końcu zabrakło mi pomysłów. Wzięłam piżamę i poszłam wziąć prysznic. Rozczesałam swoje długie, blond włosy i weszłam do kabiny. Strumienie gorącej wody spływały po moim ciele i włosach. Zamknęłam oczy starając się zrelaksować.

            Leżałam w łóżku trzymając telefon w ręce i zastanawiałam się co zrobić. Źle czułam się z tym, że tak szybko oceniłam Seana. Miałam wyrzuty sumienia, że nie dałam mu szansy na pokazanie, jaki jest naprawdę. Postanowiłam do niego napisać i przeprosić.

Do: Sean :)

„Wiem o wszystkim, Lili Was słyszała. Pomyliłam się co do Ciebie, przepraszam”

            Zablokowałam ekran i czekałam na odpowiedź. Zamknęłam oczy, żeby powstrzymać się od ciągłego zerkania na zegarek. Miałam nadzieje, że nie będzie miał mi tego za złe.  W końcu każdy popełnia błędy, prawda? Ważne, że potrafię się do nich przyznać. Wreszcie poczułam wibracje komórki, więc otworzyłam oczy i przeczytałam wiadomość.

Od: Sean :)

„Nie myliłaś się, miałaś rację, ale dzięki Tobie się zmieniłem”

            Czytałam treść kilka razy, aż dotarło do mnie, co napisał. Zmienił się dzięki mnie? Jak to? Przecież przez ostatnie tygodnie nie utrzymywaliśmy kontaktu.

Do: Sean :)

„Jak to dzięki mnie? :o”

            Nie ukrywałam swojego zdziwienia i po raz kolejny czekałam aż odpisze. Starałam się nie myśleć o tym jak mija czas, nie sprawdzać godziny, jednak nie udawało mi się to. Zerkałam na zegarek co dwie minuty, a odpowiedzi nadal nie było. Wreszcie, po upływie trzydziestu minut, telefon zaczął wibrować.

Od: Sean :)

„Dzięki Tobie zdałem sobie sprawę z tego, że jeśli chcę walczyć o Ciebie, to najpierw muszę zawalczyć o samego siebie. Zmieniłem się, bo cholernie mi się podobasz Rosie i zrobię wszystko, żebyś dała mi szansę na pokazanie, że naprawdę mi zależy i że już nie jestem taki jak kiedyś. Chciałbym móc w tej chwili zobaczyć jak się uśmiechasz i delikatnie rumienisz. Do twarzy Ci z rumieńcami. Dobranoc Księżniczko :*”

            Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Jeśli to była prawda, jeśli naprawdę zmienił się tylko dlatego, że mu się podobam… Zabrakło mi słów. Nie wiedziałam co mu odpisać. Podobał mi się od początku liceum, później pojawił się Jason, ale to właśnie Sean potrafił sprawić, że uśmiecham się, nawet jeśli mi smutno. Odpisałam „Dobranoc :*” i położyłam się spać. Było już dosyć późno, a jutro czekała mnie trudna rozmowa z Jasonem. Musiałam wypocząć. Zamknęłam oczy i nawet nie wiedziałam, w którym momencie odpłynęłam.

            Obudziłam się wyspana, wstałam i poszłam przygotować się do szkoły. Ubrałam kremową bluzeczkę z pierwszą literą mojego imienia, czarne rurki i kremowe trampki. Szłam do szkoły, słuchając muzyki. Miałam świetny humor i nie psuła go nawet wizja konfrontacji z byłym przyjacielem. Weszłam do budynku i od razu skierowałam się do swojej szafki. Otworzyłam ją i wypadła z niej czerwona różyczka z przyczepionym liścikiem. Wzięłam go do ręki i przeczytałam: „Piękna róża, dla pięknej dziewczyny. Lunch, ławka przed szkołą, będę na Ciebie czekał :* ~S”. Uśmiechnęłam się i powąchałam kwiat. Zapach był niesamowity, świeży, radosny – o ile można tak powiedzieć o zapachu – i kojarzył mi się ze słońcem.

            Szłam korytarzem na lekcję, kiedy zza rogu wyłonił się Jason.

   - Musimy porozmawiać. Nie wiem co ta mała zdzira Ci nagadała, ale to nie prawda – chciał rozmawiać,  a zaczynał od obrażania mojej najlepszej przyjaciółki? – Daj mi pięć minut i wszystko Ci wyjaśnię.

   - Nie ma takiej potrzeby – powiedziałam pewnie, ale jednocześnie w moim głosie można było usłyszeć złość – Nigdy więcej nie waż się mówić tak o Lili – mówiąc to chciałam go ominąć, ale szarpnął za mój nadgarstek w związku z czym znów stałam przodem do niego.

   - Nie odejdziesz stąd dopóki  nie powiem tego, co chcę powiedzieć. Zrozumiałaś? – Był wściekły, jego palce zaciśnięte na moim nadgarstku boleśnie wbijały się w skórę. Czułam, że jeśli teraz zrobię coś, co mu się nie spodoba, bez wahania mnie uderzy. Wzdłuż kręgosłupa przeszły ciarki i zrobiło mi się zimno. Mimo wszystko spojrzałam mu w oczy.

   - Puść mnie – wysyczałam. Gdyby jadem zawartym w głosie można było zabijać, to leżałby już martwy. Zamrugał zdezorientowany, ale zamiast wykonać polecenie, jeszcze mocniej zacisnął dłoń. W tamtej chwili byłam naprawdę zdenerwowana. Zrobiłam coś, o co nigdy bym siebie nie posądzała. Zacisnęłam prawą dłoń w pięść, zamachnęłam się i z całej siły uderzyłam w szczękę chłopaka. Zaskoczony puścił moją rękę, a ja szybko cofnęłam się kilka kroków w tył. – Myślałam, że jesteś inny, że można Ci zaufać, ale Ty jesteś jeszcze gorszy niż reszta. Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj – Wypowiadając te słowa odwróciłam się i odeszłam w stronę klasy.

            Nadeszła pora lunchu. Wyszłam ze szkoły, a na ławce już czekał na mnie Sean. Widząc mnie uśmiechnął się szeroko i wstał. Kiedy podeszłam bliżej przytulił mnie i oboje usiedliśmy.

   - Cieszę się, że przyszłaś – jego oczy aż błyszczały z radości. Odwzajemniłam jego uśmiech i zaczęliśmy rozmawiać. Wszystko było świetnie do chwili, w której zerknął na mój nadgarstek – Co to jest? Kto Ci to zrobił?! – spytał wskazując na siniaka, którego zostawił po sobie Jason, znowu.

   - To nic, nie przejmuj się – nie chciałam, żeby znowu się pobili. Sprawę z nim uważałam za zakończoną i nie miałam zamiaru już nigdy do tego wracać.

   - Rosie… Mi możesz powiedzieć – patrzył mi prosto w oczy – jeśli ktoś robi Ci krzywdę, pomogę Ci. Nie pozwolę nikomu Cię ranić – niby takie proste słowa, a jednak tyle mogą. Poczułam się przy nim bezpieczna. Uśmiechnęłam się delikatnie.

   - To naprawdę nic, już jest wszystko w porządku – również się uśmiechnął.

   - Ale powiesz mi, jeśli coś się będzie działo – skinęłam głową na znak, że się zgadzam i powróciliśmy do rozmowy. Czas spędzony z nim mijał bardzo szybko i przyjemnie. Kolejne lekcje minęły równie szybko i już szłam na trening.

            Wracając do domu dostałam SMSa. Otworzyłam go szybko, myśląc, że to od Seana. Jednak gdy zobaczyłam nadawcę na moment mnie zmroziło. Nieznany numer. Przeczytałam wiadomość.

„List pod Twoimi drzwiami to 100% prawdy”

            Podniosłam wzrok znad telefonu i faktycznie, na wycieraczce leżała gruba, biała koperta formatu A4. Podniosłam ją szybko i rozejrzałam się dookoła, jednak nie znalazłam nikogo, kto mógłby ją podrzucić. Weszłam do domu, usiadłam na kanapie i otworzyłam list.
_______
Mam nadzieję, że się podoba! :D 

Sprawa imion została rozwiązana c; 
dziewczynka: Katie
chłopiec: Zayn 

Dziękuję za pomoc (: 

Do następnego! <3

niedziela, 6 marca 2016

12. Zakład


            Usiadłam prosto i patrzyłam na telefon, który leżał na ławie. Była to kolejna wiadomość z nieznanego numeru. Zrobiło mi się zimno, a po kręgosłupie przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Krew odpłynęła z policzków i bez patrzenia w lustro wiedziałam, że jestem blada jak ściana. Nie chciałam czytać kolejnego SMSa z groźbą, nie chciałam reagować tak za każdym razem, kiedy dostanę jakąś wiadomość, nie chciałam się bać. Niestety nie miałam żadnego wpływu na reakcję mojego organizmu. Bardzo powoli wyciągnęłam rękę po komórkę, starałam się opanować drżenie dłoni, jednak niewiele to dało. W sumie nawet nie wiem, dlaczego tak się bałam, to był dopiero drugi SMS. Może miało to coś wspólnego z ostatnimi wydarzeniami. Sporo się działo. Wypadek Chrisa, wybuchy złości Jasona, miałam dziwne wrażenie, że w jakiś sposób te sprawy są ze sobą połączone. Wzięłam głęboki wdech i odblokowałam ekran.

„Wycofaj się, póki nie jest za późno.”

            Zmroziło mnie. Nie miałam pojęcia co zrobić. Zamknęłam oczy, wzięłam kilka głębszych wdechów. To była groźba, czy ostrzeżenie? Co ktoś próbował mi powiedzieć? Dlaczego z każdą wiadomością miałam coraz więcej pytań, a mniej odpowiedzi? Po chwili moje dłonie przestały drżeć, a krew powróciła do twarzy. Nie miałam zamiaru psuć tego wieczoru. Wróciłam do oglądania, a tajemniczym nieznajomym zajmę się później.

            Kilka godzin później poszłam wziąć gorący prysznic i położyłam się spać. Przez cały weekend miałam problemy ze snem, więc zmęczona, bardzo szybko zasnęłam. Kiedy się obudziłam, do pokoju nieśmiało „zaglądały” promienie słońca. Spojrzałam na zegarek, zostało mi jeszcze kilka minut do budzika, ale byłam wyspana. Postanowiłam wstać i zrobić śniadanie. Godzinę później wchodziłam do szkoły. Było słonecznie, ale chłodno, dlatego ubrałam czarne rurki, różową bokserkę i również czarną, cienką bluzę. Wyciągałam właśnie książki z szafki, kiedy ktoś stanął obok mnie. Myśląc, że to Jason, chciałam zignorować tę osobę, jednak odchrząknął i zdałam sobie sprawę z tego, że to wcale nie był ten chłopak, o którym myślałam. Ku mojemu zdziwieniu Sean stał obok mojej szafki i patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Coś w jego wyglądzie się zmieniło, przez ostatnie tygodnie intensywnie ćwiczył i widać było efekty. Skrócił włosy i po jego grzywce nie było już śladu, teraz miał je zaczesane do góry. Chyba trochę urósł. Nawet jego spojrzenie się zmieniło. Już nie patrzył tymi oczami podrywacza, w których było tylko pożądanie. W tej chwili jego wzrok przepełniony był troską. Słyszałam też, że jego zachowanie uległo zmianie. Nie umawiał się z kim popadnie, wcale nie chodził na randki. Nie wiem, kiedy to wszystko się stało, ale czy człowiek może tak z dnia na dzień, po prostu się zmienić?

   - Hej – powiedział lekko rozbawiony i zdałam sobie sprawę z tego, że się na niego gapię. Zarumieniłam się delikatnie i starałam się zakryć to włosami. Dobrze, że jednak nie spięłam ich w kucyka. Odpowiedziałam ciche „cześć” i już miałam odejść, kiedy mnie zatrzymał – zaczekaj chwilkę. Chciałem tylko spytać, czy wszystko w porządku? – spojrzałam mu w oczy nie wiedząc czy mówi poważnie, ale nie znalazłam w nich nic, po czym mogłabym stwierdzić, że jest inaczej. – Rozmawiałem w piątek z Chrisem, ale wolałbym usłyszeć to od Ciebie – patrzyłam tak na niego jeszcze chwilę, po czym delikatnie się uśmiechnęłam.

   - Jest ok, dziękuję – odetchnął z… ulgą? Zdziwiło mnie to, pewnie tylko mi się wydawało. Poczułam, że ktoś nas obserwuje i napotkałam wściekłe spojrzenie Jasona. Tego już było za wiele. Nie dość, że zachowywał się, jak się zachowywał, to teraz jeszcze będzie się czepiał, że rozmawiam z kimś, kto nie jest nim? Zdenerwowana zacisnęłam pięści i już miałam do niego podejść i mu wygarnąć, ale po raz kolejny zatrzymał mnie Sean.

   - Zostaw, szkoda energii na kolejną kłótnie – rzuciłam mu pełne zaskoczenia spojrzenie, ale zanim zdążyłam zapytać skąd wie, że się kłócimy, odezwał się ponownie – Cała szkoła mówi o tym, jak się zachowywał w piątek w stołówce. – Skinęłam głową na znak, że rozumiem i w sumie sama nie wiem dlaczego, przytuliłam go, a raczej wtuliłam się w niego. Był tak wysoki, że głową ledwo dosięgałam do jego ramienia. Odwzajemnił gest, a ja powiedziałam ciche „Dziękuję”, odwróciłam się i odeszłam.
~Lili~

            Szłam korytarzem, w zasadzie prawie biegłam. Było już kilka minut po dzwonku na lekcje, jednak przystanęłam, kiedy usłyszałam głos Jasona i kogoś jeszcze. Wychyliłam się zza rogu i cichutko podeszłam bliżej chowając się za szafkami, żeby mnie nie zobaczyli.

   - Pogięło Cię już do reszty? Mam się z Tobą o coś zakładać? Niby po co? – chłopak, który stał tyłem do mnie był wzburzony propozycją Jasona.

   - Jak to po co? – jakby nie dowierzał, że można tego nie rozumieć – Nawet nie wiesz co jest nagrodą, a już odmawiasz? – nie spodziewał się takiej reakcji blondyna, w każdym słowie było słychać ogromne zdziwienie. Myśląc, że to tylko jakiś głupi zakład dwóch nastolatków chciałam odejść, kiedy ten znowu się odezwał – A co jeśli Ci powiem, że ten, który wygra, dostanie Rosie? – czeeekaj, co?! O czym on w ogóle mówił. Miał czelność zakładać się o moją najlepszą przyjaciółkę?! Nie wierzę, że tak się co do niego pomyliłam. Myślałam, ze jest porządnym chłopakiem, a jednak…

   - Nie no, Ty to już kompletnie zwariowałeś! – krzyknął blondyn – Myślisz, że możesz się zakładać z ludźmi dla własnej rozrywki, a jako nagrodę wystawiać Rosalie? Za kogo Ty się uważasz?! – już go lubię! Gdybym tylko wiedziała kim jest… - To żywa istota, a nie przedmiot, który jest Twoją własnością. Lepiej zejdź mi z oczu, zanim znowu będziesz musiał wybrać się do pielęgniarki. – odwrócili się na pięcie i odeszli.

            Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nigdy nie pomyślałabym, że on stanie w obronie mojej przyjaciółki. Szedł w stronę szafek, za którymi się chowałam, więc przylgnęłam do ściany, żeby mnie nie zauważył. Był tak zdenerwowany, że minął miejsce, w którym się znajdowałam, szybkim krokiem nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Spojrzałam na zegarek. Do końca lekcji zostało dwadzieścia minut. Nie było sensu, żeby tam iść, więc skierowałam się w stronę damskiej toalety, musiałam przemyśleć kilka spraw, a co najważniejsze. Czy powiedzieć Rosie o tym zajściu, a jeśli tak, to w jaki sposób. Wiedziałam, że to ją zrani, a z drugiej strony, gdybym była na jej miejscu, chciałabym wiedzieć. Dlaczego to takie trudne? Co jeśli mi nie uwierzy? Trudno, muszę jej powiedzieć…

~Rosie~

            Czekałam na Lili przed jej szafką, tak jak umówiłyśmy się wczoraj. Miałyśmy iść do mnie i zobaczyć jakiś film. Odkąd zaczęła chodzić z Austinem, rzadziej się spotykamy i takie popołudnie tylko we dwie było nam potrzebne. Kiedy w końcu się pojawiła, jej mina mówiła wszystko, coś było nie tak. Jednak nie zdążyłam zapytać o co chodzi, mijając mnie złapała moją rękę i pociągnęła do wyjścia.

   - Musimy porozmawiać, poważnie – i to miało być wyjaśnienie jej zachowania? Przecież to nic nie tłumaczy…

   - O czym? – zatrzymałam się i zmusiłam ją do spojrzenia mi w oczy. – Lili, powiedz mi co się dzieje! – prawie krzyknęłam. Nienawidzę takiej niepewności….

   - Powiem Ci, obiecuje, ale jak będziemy u Ciebie – patrzyłam na nią zaskoczona, nie miałam pojęcia, o co może jej chodzić – Tutaj jest za dużo ludzi, ktoś może nas usłyszeć – wtedy trochę mnie wystraszyła, co takiego mogło się stać, że bała się o to, że ktoś się dowie. Największym problemem tej dziewczyny był wybór stroju na imprezę, albo dobranie lakieru do paznokci. Zawsze miała szczęście, nie pakowała się w kłopoty i nigdy nie słyszałam, żeby sprawiała jakieś problemy. Po jej minie widziałam, że tym razem chodzi o coś zupełnie innego.

            Szybkim krokiem ruszyłyśmy w stronę mojego domu. Kiedy byłyśmy już na miejscu, zrobiłam nam herbaty i usiadłyśmy przy stole w kuchni. Oczywiście nikogo nie było w domu o tej porze. Patrzyłam na nią w ciszy, czekając aż powie co się dzieję, ale z każdą minutą denerwowałam się coraz bardziej. Zaczęłam nawet stukać paznokciami o blat stołu. Po jakiś dwudziestu minutach wreszcie zaczęła mówić.

   - Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć, więc powiem prosto z mostu. Wiem, że to Cię zrani, ale nie chcę tego przed Tobą ukrywać i gdybyś była w takiej sytuacji jak ja teraz, to chciałabym, żebyś mi powiedziała… - zacięła się. Patrzyła mi prosto w oczy, a jej przepełnione były smutkiem i współczuciem. – Podsłuchałam dzisiaj rozmowę Jasona z… - czyli tu nie chodziło o nią… Nie mogłam uwierzyć w to co mówiła. Jak mogłam się tak pomylić w stosunku do Jasona, w zasadzie, jak mogłam się tak pomylić w stosunku do nich obu…

_______
Wiem, że dawno nie było rozdziału, za co baaardzo przepraszam, ale naprawdę nie miałam czasu :(

Zostały już tylko dwie propozycje imion dla dziewczynki i dwie dla chłopca, więc... :

dziewczynka: 
Katie czy Lucy?

chłopiec: 
Lukas czy Zayn? 

Liczę na Waszą pomoc i mam nadzieję, ze rozdział się podobal :D

niedziela, 14 lutego 2016

11. SMS

            Leżałam na łóżku i czytałam książkę, którą zaczęłam kilka dni temu. Wiem, że może moje zachowanie było dziecinne, ale naprawdę nie chciałam z nim teraz rozmawiać. Zachowywał się jak dupek przez cały dzień, a później wdał się w bójkę z Seanem. Nie mam pojęcia co go opętało, nigdy wcześniej się tak nie zachowywał, przynajmniej w moim towarzystwie. Nie znamy się długo, może to nie pierwszy raz, kiedy zachowuje się w tak dziwny sposób. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi i jeszcze cichsze skrzypnięcie zawiasów, gdy ktoś je otwierał. O nie! Specjalnie znikasz, żeby z takim nie rozmawiać, a on i tak musi tu przyjść. Odwróciłam się i faktycznie, ten cichy, wkurzający głosik w mojej głowie miał rację.

   - Rosie? – zaczął niepewnie, a ja wróciłam wzrokiem do książki, udając, że czytam – Możemy chwilę porozmawiać? – W jego głosie była taka mieszanka emocji, że nie byłam w stanie określić żadnej z nich. Nadal milczałam, podszedł i usiadł koło mnie na skraju łóżka. Odgarnął moje blond włosy za ucho i szepnął – Spójrz na mnie – nieznacznie podniosłam wzrok znad lektury, ale widząc, co robi, nie wiedziałam, jak się zachować. Z jednej strony bardzo go lubiłam, a z drugiej zachowywał się co najmniej dziwnie. Z każdą sekundą pochylał się coraz bardziej, a nasze usta znajdowały się bardzo blisko siebie. Miałam już tylko moment na podjęcie decyzji. I chociaż całe moje ciało krzyczało, żebym mu pozwoliła, odsunęłam się najdalej jak to możliwe.

   - Nawet nie próbuj – syknęłam. Nadal byłam na niego zła, a on co? Myśli, że przyjdzie pocałuje mnie i wszystko będzie w porządku? Co to, to nie. W tej chwili nie chciałam z nim nawet rozmawiać. Nawet mina smutnego szczeniaczka, którą próbował mnie jakoś przekonać, nic nie dała. Widziałam, że jest z tego powodu zawiedziony, ale sam się o to prosił.

   - Możemy chociaż porozmawiać – w jego głosie słyszałam rezygnacje, był wyraźnie zmęczony, ale nikt go przecież nie prosił, żeby tracił energie na jakieś głupie bójki.

   - A powiesz mi o co poszło z Seanem? – zacisnął wargi w wąską linię, a jego mięśnie się napięły. Nie chciał o tym rozmawiać, coś miał na sumieniu. Już w tej chwili wiedziałam, że się nie pogodzimy dopóki nie wyjaśni o co mu chodziło.

   - Nie – krótka odpowiedź, która kompletnie mi nie odpowiadała.

   - W takim razie wyjdź – spojrzał na mnie zaskoczony, nie spodziewał się tego. Patrzyłam mu prosto w oczy, a mój wzrok był twardy. Byłam bardzo upartą osobą i wiedziałam, że mógłby paść przede mną na kolana i nie zmieniłabym zdania.

   - Rosie… - zaczął, ale mu przerwałam.

   - Powiedziałam, żebyś wyszedł – wstałam i otworzyłam drzwi pokazując mu tym samym, że w tej chwili nie jest tu mile widzianym gościem. Powoli podniósł się z miejsca i zatrzymał przede mną. Chyba chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zmienił zdanie i wyszedł, zostawiając mnie samą z masą pytań, na które nie znałam odpowiedzi. Pokręciłam lekko głową nie dowierzając. Jak wszystko potrafi się szybko zmienić. Jednego dnia wszystko jest świetnie, a kolejnego zachowuje się jak zupełnie inna osoba.

            Wzięłam piżamę z szafki i poszłam do łazienki. Tego teraz potrzebowałam – długa, gorąca kąpiel. Odkręciłam wodę, wsypałam trochę soli do kąpieli o zapachu werbeny, uwielbiałam ten zapach, cytrusowy, świeży, trochę egzotyczny. Oparłam dłonie o umywalkę i spojrzałam w lustro. Moje długie włosy były lekko poplątane, więc wzięłam szczotkę i zaczęłam je rozczesywać. Po kilku minutach spięłam je w wysokiego koka, żeby się nie pomoczyły i weszłam do wanny. Pozwoliłam swoim myślom na swobodne dryfowanie. Już po chwili byłam zrelaksowana, myślałam tylko o tym pięknym zapachu i przyjemnym cieple wody.  Było tak przyjemnie, że nie miałam ochoty wychodzić, jednak byłam bardzo senna. Powoli wyszłam z wody, wytarłam się, ubrałam piżamę, a włosy splotłam w luźnego warkocza. Poszłam do pokoju i położyłam się. Chociaż byłam zmęczona, długo nie potrafiłam zasnąć. Myślałam o tych wszystkich pytaniach, które męczyły mnie od lunchu. Mogłam mieć tylko nadzieję, że wszystko się wyjaśni, że Jason powie mi o co chodziło, że już więcej nie będzie się tak zachowywał. Po tym jak złapał mnie w stołówce, na moim nadgarstku został blady siniak. Zamknęłam oczy w próbie zaśnięcia, jednak nadal nic to nie dawało. Spojrzałam na zegarek, było po czwartej. Zrezygnowana zeszłam na dół i zrobiłam sobie gorące kakao.

   - Też się załapie? – odwróciłam się i zobaczyłam Chrisa. Wstałam i zrobiłam dla niego, w jego ulubionym kubku z tygrysem. Usiadł naprzeciwko mnie i bacznie mi się przyglądał.  – Ciężka noc?

   - Ehhh – westchnęłam – Nawet nie udało mi się zasnąć… - spojrzał na mnie smutnymi oczami, wiedziałam, że chce zapytać, czy to przez jego przyjaciela, więc zanim zdążył coś powiedzieć, skinęłam głową.

   - Też nie mogłem spać – powiedział uśmiechając się smutno – Gadałem z Seanem i opowiedział mi, co się dzisiaj stało i jak to wyglądało z jego perspektywy. Pytał czy u Ciebie wszystko w porządku. Nawet nie wiedziałem, że się znacie – spojrzałam na niego zaskoczona, a on tylko się uśmiechnął i wzruszył ramionami.

   - Nie wiedziałam, że się przyjaźnicie – powiedziałam szczerze.

   - Przyjaźnią bym tego nie nazwał. Czasem rozmawiamy, a dzwonił głównie po to, żeby dowiedzieć się, czy z Tobą wszystko w porządku. – widziałam, że chciał powiedzieć coś jeszcze, więc ponagliłam go wzrokiem  - Nie wiedziałem, że Jason potrafi być tak brutalny i porywczy – tu spojrzał na mój nadgarstek – Ten siniak – wskazał go palcem – to jego zasługa, prawda? -  skinęłam nieznacznie głową i poczułam jak atmosfera w pokoju się zmienia. Chris był wściekły, tak jak ja po powrocie ze szkoły. – Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś? – spytał z lekkim wyrzutem.

   - Wiedziałam, że będziesz zły, poza tym, sama zauważyłam go dopiero wieczorem. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – Chris… ja… - nie wiedziałam jak to powiedzieć – myślałam, że coś do niego czuję, ale po tym jak się dzisiaj zachowywał… gdybyś widział jego oczy. Było w nich tyle agresji… - oczy zapiekły mnie od napływających łez, a gardło zaczęła wypełnić rosnąca gula, utrudniająca mówienie – ja.. n… naprawdę się przestraszyłam, że m.. mnie uderzy, chociaż sa.. sama przed sobą n… nie chciałam się do tego przy… przyznać – zaczęłam łkać – N… nigdy wcześniej taki n… nie był. Nie mam pojęcia c… co o tym myśleć… - podniosłam wzrok i zobaczyłam zatroskany wzrok brata, a jednocześnie zaciśnięte z wściekłością pięści.

   - Przysięgam, że jeśli jeszcze raz zrobi cos takiego to wyrwę mu te łapy – powiedział patrząc mi prosto w oczy i wiedziałam, że nie żartuje. Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas, a później poszliśmy spać, o dziwo tym razem zasnęłam bez problemu.

            Obudziłam się i zdałam sobie sprawę z tego, że słońce pada pod dziwnym kątem. Spojrzałam na zegarek, była osiemnasta. Nie mogłam uwierzyć, że przespałam cały dzień. Ubrałam się szybko i zeszłam na dół. W domu był tylko Chris, rodzice pojechali do lekarza. Mama nadal skakała ze szczęścia dwadzieścia cztery godziny na dobę, z resztą nie dziwię jej się. Zawsze marzyła o dużej rodzinie i od dawna myśleli o następnym dziecku. Usiadłam obok brata i oglądaliśmy jakąś komedie, kiedy mój telefon zawibrował. Wzięłam go do ręki.

   - Dziwne – powiedziałam zerkając na ekran. Dostałam SMSa od nieznanego, zablokowanego numeru, więc nawet nie mogłam odpisać. Otworzyłam wiadomość. Nie wierzyłam własnym oczom. Czytałam ją chyba z sześć razy i za każdym miałam wrażenie, że to jakiś durny sen i zaraz się obudzę, albo ukryta kamera i zaczniemy się śmiać. – Nie no, to już przesada. Takie żarty nie są śmieszne…. – powiedziałam na głos. Chris patrzył na mnie zaskoczony, więc podałam mu telefon.

„Zostaw Jasona w spokoju, dobrze Ci radzę.”

            Co to w ogóle miało znaczyć. Ktoś nie miał własnego życia, czy co… I dlaczego właśnie mnie wybrał na ofiarę swoich głupich żartów? Już nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć.

   - Nie przejmuj się, pewnie jakaś laska jest zazdrosna, bo on lubi Ciebie, a nie ją – trochę uspokoiły mnie słowa brata, jednak miałam dziwne przeczucie, że to jeszcze nie koniec, ba, do końca jeszcze bardzo daleko. Gdybym nie miała dość na głowie przez dziwne zachowanie Jasona. W tamtej chwili miałam ogromną ochotę zapaść w sen zimowy jak niedźwiedzie i obudzić się, kiedy już wszystko wróci do normy.


            W niedzielę Jason wpadł pogadać z Chrisem i dzień mijał normalnie, żadnych dziwnych zdarzeń, no może poza tym, że nadal nie rozmawiałam z wyżej wymienionym chłopakiem. Od kiedy się wprowadził rozmawialiśmy praktycznie codziennie, więc nie było to dla nas normalne, że przez cały weekend nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Kiedy wychodził, siedziałam z rodzicami na kanapie i oglądaliśmy ulubiony serial mamy. Po chwili dołączył do nas Chris. Zaczęliśmy rozmawiać i śmiać się. To miłe rodzinne popołudnie przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Uśmiech od razu zniknął z mojej twarzy.

_______________________

Propozycje imion dla siostrzyczki/braciszka Rosie. Które Wam się najbardziej podobają?

Dziewczynka:                                                                                    Chłopiec:
1.      Katherina (Katie)                                                                              Zayn
2.      Lucy                                                                                                 Spencer
3.      Stephanie                                                                                          Lukas
4.      Malia                                                                                                Toby

sobota, 23 stycznia 2016

10. Tego się nie spodziewałam

            W piątek obudziłam się wypoczęta. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, żeby przygotować się do szkoły. Ubrałam zieloną, krótką sukienkę i czarny sweterek. Spojrzałam w lustro i lekko się uśmiechnęłam do swojego odbicia. Ostatni tydzień był trudny i przyniósł wiele niespodzianek. Wypadek Chrisa, pocałunek Jasona, dziwne zachowanie Seana. Odniosłam też wrażenie, że rodzice coś przed nami ukrywają. Stałam tak jeszcze chwilę rozmyślając.

            Wyszłam z domu, Jason już na mnie czekał i poszliśmy do szkoły. Lekcje dłużyły się strasznie, pewnie dlatego, że dzisiaj Chris wracał do domu. Rany szybko się zrastały i czuł się dobrze, więc lekarz zadecydował, że może wyjść ze szpitala szybciej. Czekał go jeszcze tydzień w łóżku. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek, posiedziałam jeszcze chwilę i ruszyłam na stołówkę. Na korytarzu było prawie pusto, co mnie cieszyło, nie lubiłam przepychać się przez tłum.

   - Hej – zaczepił mnie chłopak, skądś go znam, tylko skąd… Czarne włosy, wysoki, ciemne oczy, ciemna karnacja i bardzo specyficzny akcent. Na swój sposób przystojny.

   - Hej – odpowiedziałam niepewnie, a on się zaśmiał. Miał bardzo przyjemny śmiech, taki szczery i ciepły.

   - Jestem Luke, chodziliśmy kiedyś razem na matmę – powiedział, chyba rozumiejąc, że go nie poznałam. Teraz wszystko jasne, to on zawsze siedział w ostatniej ławce i kończył testy jako pierwszy. Nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy, więc nie miałam pojęcia, o co może mu chodzić.

   - Faktycznie, wybacz, nie poznałam Cię – uśmiechnęłam się delikatnie, lekko zawstydzona. Jego kąciki ust się uniosły i odsłoniły rząd prostych, białych zębów. Cholera, muszę przyznać, że naprawdę jest atrakcyjny.

   - Nic nie szkodzi – widziałam w jego oczach, że mówi szczerze. – Wiesz… chciałem Cię o coś zapytać – jego akcent tylko dodawał mu uroku. – Chciałabyś może gdzieś ze mną wyjść? – tym mnie zaskoczył. Spojrzałam na niego zdziwiona – spokojnie, nie mam na myśli randki, wiem że kręcisz z tym nowym. Chciałem się tylko zaprzyjaźnić. – uspokoił mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.

   - To co, spacer? – skinął głową również się uśmiechając – W niedzielę po południu? – miałam szczerą nadzieję, że się zgodzi. Wyglądał na fajnego chłopaka, a od kiedy Lili i Austin zaczęli ze sobą chodzić, większość czasu spędzam sama lub z Jasonem. Tylko, że on też ma swoich przyjaciół i nie chcę, żeby z nich rezygnował.

   - Pewnie, przyjdę po Ciebie o 17, może być? – skinęłam głową.

            Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę i weszłam na stołówkę. Rozejrzałam się i po chwili napotkałam spojrzenie Jasona, który siedział przy stoliku z Lili i jej chłopakiem. Już z daleka widziałam, że był zły. Spojrzałam na zegarek. Zostało pięć minut do końca przerwy. Nie mogłam uwierzyć, że tak długo z nim rozmawiałam. Powoli podeszłam do stolika i usiadłam. Starałam się nie  patrzeć na Jasona, chciałam uniknąć kłótni przy wszystkich. Nie rozumiałam tylko, dlaczego był taki zły. Nikt nie mówił, że muszę z nim spędzać każdą wolą chwilę i każdą przerwę. Nie przesadzajmy, bo kim takim on jest? Pocałował mnie i tyle. Czasem łapie mnie za rękę, ale bardzo rzadko. Zachowuje się co najmniej dziwnie. Szarpnął mnie lekko za ramię, żebym na niego spojrzała. Zrobiłam to niechętnie i wiedziałam, że to był błąd. Patrzył na mnie tak wściekły, jakbym mu psa zabiła…

   - Gdzieś Ty była?! – krzyknął i od razu kilka osób odwróciło się w naszą stronę.

   - Na korytarzu – próbowałam zachować spokój, ale to jak na mnie patrzył nie pomagało.

   - To nie wiesz, że jest lunch i czekam tu na Ciebie jak idiota?! – darł się coraz głośniej i teraz już prawie wszyscy na nas patrzyli. Co w niego wstąpiło? Zacisnął dłoń na moim przedramieniu. Zabolało, więc wyrwałam mu się. Wstałam z krzesła i chciałam odejść, ale mnie zatrzymał i odwrócił w swoją stronę – A teraz gdzie się wybierasz? – zapytał już trochę spokojniej, ale nie miałam najmniejszego zamiaru z nim rozmawiać.

   - Tam, gdzie nie będziesz się na mnie darł. – zobaczyłam zdziwienie w jego oczach i odeszłam. Chyba chciał za mną iść, ale Lili powiedziała, żeby dał mi teraz spokój. Dobrze mnie znała. Wiedziała, że musiałam się uspokoić, żeby nie pokłócić się z nim na oczach wszystkich.   

            Pozostałe lekcje mijały w miarę szybko. Starałam się nie myśleć o zachowaniu Jasona, żeby nie psuć sobie humoru, ale nie bardzo mi to wychodziło. Zmieniał nastroje jak kobieta w ciąży, może nawet szybciej. Raz był kochany i wesoły, a za chwilę się wściekał, nie wiadomo dlaczego. Czasami chciałabym wiedzieć co mu siedzi w głowie.

            Podeszłam do swojej szafki i wzięłam strój na trening. Chowając niepotrzebne książki usłyszałam jakieś krzyki. Spojrzałam na zegarek, do dzwonka było jeszcze kilka minut, więc ruszyłam w tamtą stronę. Skręciłam za róg i zobaczyłam tłum ludzi, w środku coś się działo. Z Każdym krokiem było coraz głośniej i rozpoznałam głosy dwóch krzyczących chłopaków.

   - Zostaw ją w spokoju! – Jason.

   - Koleś, o co Ci znowu chodzi?! – Sean.

            Nie wierzę… Zaczęłam przepychać się do przodu, żeby zobaczyć co się dzieje, ale nikt nie chciał mnie przepuścić. Dopiero kiedy zaczęłam używać łokci, niechętnie się przesuwali. Miałam wrażenie, że nigdy tam nie dojdę, a kiedy już mi się udało, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Jason i Sean szarpali się na środku korytarza, krzycząc na siebie. Co im strzeliło do głowy. Już chciałam wejść między nich i ich rozdzielić, kiedy Jason się zamachnął i uderzył Seana pięścią w twarz. Ten nie był mu dłużny i zaczęli się bić. Nie wiedziałam co zrobić. Zaczęłam krzyczeć, żeby przestali, ale mieli mnie gdzieś. Wzięłam się w garść i podeszłam do nich. Złapałam Jasona za koszulkę i z całej siły pociągnęłam w moją stronę. O dziwo podziałało. Teraz chłopak leżał na plecach nie wiedząc co się dzieje.

   - Co Ci odwaliło?! – nadal był w szoku i nie wiedział co ma mi powiedzieć. Pokręciłam głową i odwróciłam się do Seana – Wszystko w porządku? – skinął głową, miał rozciętą wargę, ale poza tym nic mu nie było. Za to Jason miał rozwalony nos i łuk brwiowy. Poprosiłam kogoś, żeby zabrał ich do pielęgniarki, ale Sean stwierdził, że nie ma takiej potrzeby i poszedł do domu. Odwróciłam się i poszłam na trening, nie zwracając uwagi na prośby Jasona, który chciał mi to wytłumaczyć. Miałam go już dzisiaj serdecznie dosyć.

            Wchodząc do domu miałam koszmarny humor, jednak na kanapie w salonie siedział Chris. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam. Usiadłam obok niego i opowiedziałam mu, co się stało. Uznał, że mam się tym nie martwić, a Jasonowi przejdzie, kiedy przypomniałam sobie, że miałam się z nim dzisiaj spotkać, stwierdził „Napisz mu, że nie masz ochoty”. I tak właśnie zrobiłam. Później pomyślałam o propozycji Luke’a i do niego napisałam, czy moglibyśmy spotkać się dzisiaj, zamiast w niedzielę. Nie miał nic przeciwko, więc umówiliśmy się na 18.

            Czas spędzony z Chrisem mijał bardzo szybko i gdyby nie przypomniał mi, że za chwilę wychodzę, pewnie bym nie zdążyła. Poszłam szybko do swojego pokoju i ubrałam czarne, dopasowane rurki i fioletową bluzę, zakładaną przez głowę. O tej porze było już zimno, a nie chciałam zmarznąć. Luke zapukał równo o 18, był punktualny. To dobrze, nie lubię jak ktoś się spóźnia. Na początku nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, ale było super. Często żartował i nie próbował ze mną flirtować. Zachowywał czysto przyjacielskie relacje, tak jak obiecał. To był miły wieczór. Chociaż przez chwilę nie myślałam o zachowaniu Jasona i mogłam się zrelaksować. Po jakiś dwóch godzinach odprowadził mnie do domu, a ja przytuliłam go na pożegnanie i weszłam do środka.

            Poszłam pod prysznic i ubrałam moją ulubioną, fioletową piżamkę. Położyłam się wcześnie, ale długo nie mogłam zasnąć. Nie rozumiałam zachowania Jasona, miałam dość tego. Starałam się myśleć o czymś przyjemnym i wtedy zasnęłam, myśląc o Luke’u.

            Rano byłam wyspana, a kiedy zeszłam na dół zobaczyłam rodziców siedzących z Chrisem w salonie. Zawołali mnie i powiedzieli „musimy porozmawiać”, zabrzmiało poważnie, ale kiedy spojrzałam na mamę i zobaczyłam, jak śmieją się jej oczy, wiedziałam, że to nic złego. Usiadłam obok brata i czekałam aż powiedzą o co chodzi, jednak nikt się nie odzywał. Po chwili tata odchrząknął i zaczął:

   - Szczerze mówiąc, nie wiemy jak wam o tym powiedzieć. – spojrzał na nas szukając czegoś co by mu pomogło – nie wiemy jak zareagujecie na to, co mamy wam do powiedzenia – niby mówił, ale nic nie wyjaśniał. To się robiło męczące, a ja zaczęłam się denerwować. Chyba nie myślą o przeprowadzce…

   - Kochanie, nie trzymaj ich w  niepewności – mama wreszcie się odezwała – Chcemy wam powiedzieć, że… - zrobiła dramatyczną pauzę. Uwielbiała to robić, zawsze jak chciała podkreślić, że coś jest bardzo ważne – jestem w ciąży! – wykrzyknęła uśmiechając się szeroko. Na początku nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Spojrzałam na Chrisa, a on na mnie i uśmiechnęliśmy się szeroko. Będziemy mieli młodsze rodzeństwo! Zawsze o tym marzyliśmy. W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.


   - Przyszedł Jason  - oznajmił tata, a ja szybko wstałam i poszłam do siebie. Nie chciałam z nim teraz rozmawiać.
_________
I jest kolejny :D

Macie jakieś propozycje imion dla siostrzyczki/braciszka Rosie? 

sobota, 16 stycznia 2016

9. Sean/Jason

            Wstałam szybko i podeszłam do lekarza. Patrząc na jego minę trochę się przestraszyłam, ale po chwili nieznacznie się uśmiechnął. Był młody, koło trzydziestki, mimo to zmęczenie postarzało go o parę lat. Znaliśmy doktora Greena, już nie pierwszy raz zajmował się Chrisem. Był przystojny i wysoki. Uwielbiał żartować, ale tym razem był poważny.

   - Będę z Wami szczery  -zaczął zmęczonym głosem – Stan jest ciężki, decydująca będzie następna doba – coś we mnie pękło i do moich oczy po raz kolejny napłynęły łzy. Jason stojący obok mnie objął mnie ramieniem, przysunęłam się bliżej niego. Teraz bardzo potrzebowałam wsparcia.  – Ma bardzo rozległe urazy wewnętrzne. Udało nam się uratować wszystkie narządy i na szczęście obyło się bez poważnych złamań, jedynie pęknięte żebro. – Trochę się uspokoiłam, jednak nadal martwiłam się o brata – W związku z tym, że urazy są rozległe, Chris został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną, żeby nie odczuwał bólu. Za dwa dni zostanie wybudzony, a jeśli wszystko będzie w porządku, w sobotę wróci do domu – Usłyszałam jak mama oddycha z ulgą i sama lekko się uśmiechnęłam. – Za dwa, góra trzy tygodnie będzie jak nowy. Jest młody i ma w sobie naprawdę dużo siły. Nie widziałem, żeby ktoś tak walczył o życie od bardzo dawna. – chciał odejść, ale odwrócił się i powiedział – Wszystko będzie dobrze, ale teraz niech państwo wrócą do domu i się prześpią.  –Uśmiechnął się delikatnie i ruszył w stronę drzwi.

   - Dziękujemy – zawołał za nim tata, a lekarz tylko skinął głową na znak, że słyszał. Teraz pewnie jechał do domu odpocząć i my postąpiliśmy tak samo.

            Poszłam prosto do łóżka. Byłam wykończona, ale długo nie mogłam zasnąć. Myślałam o Chrisie. Kiedy wreszcie zasnęłam, nie miałam żadnych snów. Obudził mnie budzik. Wstałam zaskoczona i spojrzałam na ekran telefonu. Była środa rano. Przespałam cały dzień i całą noc. Zeszłam na dół ubrana do szkoły, zjadłam śniadanie i spakowałam kanapki.

            Nie miałam ochoty na rozmowy ze znajomymi, ani na gratulacje z powodu zwycięstwa. Mama dopiero dzisiaj rano zadzwoniła do dyrektora, tłumacząc co się stało, więc nikt nie miał pojęcia o Chrisie. Przyjęłam gratulacje od kilku osób, uśmiechałam się sztucznie i miałam nadzieję, że tego nie widzą. Starałam się prześlizgnąć do klasy niezauważona i usiadłam w swojej ławce. Jason już tam na mnie czekał. Uśmiechnął się do mnie smutno i złapał za rękę w pocieszającym geście. Chwilę później zadzwonił dzwonek i zaczęła się lekcja. Co chwilę zerkałam na zegarek, a czas zdawał się wlec niemiłosiernie. Chciałam już wyjść z klasy, ze szkoły i iść do Chrisa, a to była dopiero pierwsza lekcja.

            Każda kolejna dłużyła się jeszcze bardziej, jedynie w-f minął błyskawicznie. Postanowiłam, że odpuszczę sobie trening, musiałam zobaczyć się z bratem.

            Na którejś przerwie zagadnął mnie Sean. Zdziwiłam się, bo dawno nie rozmawialiśmy. Odgarnął kosmyk moich włosów za ucho i pochylił się, jakby chciał mnie pocałować, ale szybko odwróciłam głowę, tak, że dostałam buziaka w policzek i odeszłam. Nie widziałam czemu to zrobiłam. Zawsze tak bardzo mi się podobał. Setki razy marzyłam o takiej chwili, a kiedy już mi się przydarzyła taka okazja, to się odwróciłam.

             I wreszcie zadzwonił dzwonek oznaczający koniec lekcji. Wyszłam ze szkoły i szybkim krokiem ruszyłam do szpitala. Jego stan znacznie się poprawił, więc kilka godzin temu miał odzyskać przytomność. Odnalazłam salę, w której leżał Chris i weszłam do środka. Spał. Jego klatka piersiowa unosiła się równomiernie, a na twarzy panował spokój. Odetchnęłam z ulgą. Usiadłam na krześle obok jego łóżka i czekając aż się obudzi odrobiłam pracę domową z chemii.

~Jason~

            Nie wiedziałem co mam o tym myśleć. Kiedy wprowadziłem się do domu naprzeciw Rosie, czułem, że coś zmieni się w moim życiu. Pierwszego dnia szkoły wiele słyszałem o niej. Cała szkoła mówiła o jej kontuzji i tym, że nie wystąpi przez to w krajowych. Na pytanie, kim ona jest, odpowiadali, że to świetna, mądra i piękna dziewczyna. Nie mieli pojęcia o czym mówią.

            Po raz pierwszy zobaczyłem ją tydzień później na chemii. Już siedziała w naszej ławce – było to jedyne wolne miejsce w klasie, więc nauczyciel wyznaczył mi je, zanim Rosie wróciła do szkoły. Jeszcze zanim zdążyłem usiąść, zobaczyłem jak pochyla się nad zeszytem, w którym miała starannie zapisane notatki. Widziałem tylko jej sylwetkę, a twarz zasłaniała burza długich, blond włosów, ale i tak wywarła na mnie ogromne wrażenie. Kiedy siadałem podniosła zaskoczona wzrok, a jej źrenice lekko się rozszerzyły. Spojrzałem w te piękne zielone oczy i to był mój koniec. W tamtej chwili poczułem coś do tej dziewczyny, mimo że jej nie znałem.

            Starałem się do niej zbliżyć i pozawalała mi na to. Zgodziła się żebym odprowadził ją do domu, a następnego dnia do szkoły. Dużo rozmawialiśmy, powoli ją poznawałem. Zaskakiwała mnie na każdym kroku. To jak wytrwale ćwiczyła mimo kontuzji, jak wielkie miała serce. Była niesamowicie wrażliwa, uparta i wiedziała czego chce.

            Po kilku dniach rozmów z Rosie, podczas treningu podszedł do mnie Sean. Od początku widziałem jak patrzył na mnie i Rosalie, z zazdrością, ale chyba nic ich nie łączyło. Kazał mi się odwalić od niej, albo „inaczej porozmawiamy”. Nie bałem się go, wiedziałem, że nie zrezygnuje z niej tylko dlatego, że on mi kazał. Gdyby nie chciała przebywać w moim towarzystwie to by powiedziała. I postąpiłem wtedy dobrze. Jeszcze wiele razy mówił mi żebym się odczepił, ale miałem to gdzieś.

            Dzisiaj przesadził. Zagadnął Rosie na korytarzu i próbował ją pocałować. W napięciu czekałem na jej reakcję i muszę przyznać, choć niechętnie, że byłem cholernie zazdrosny. Jednak ona zrobiła coś, co dało mi impuls do działania. Odwróciła się, więc jego usta zetknęły się tylko z jej policzkiem.

            Czekałem na nią pod szkołą, a kiedy wszyscy już wyszli, a jej nadal nie było, poszedłem do szpitala. Pewnie nie poszła na trening, żeby szybciej się z nim zobaczyć. Nie pomyliłem się. Siedziała przy łóżku mojego najlepszego przyjaciela, robiąc zadania domowe.

   - Hej – zacząłem cicho, żeby jej nie przestraszyć. Spojrzała na mnie zaskoczona i od razu się uśmiechnęła. Wspominałem już jaki ma zniewalający uśmiech? Nigdy w życiu nie widziałem piękniejszego. – Możemy chwilkę porozmawiać? – Rzuciła wzrokiem na śpiącego Chrisa – Spokojnie, nie zajmę Ci dużo czasu, zdążymy wrócić zanim się obudzi.

   - Dobrze – odpowiedziała wstając. Przepuściłem ją w drzwiach i wyszliśmy na świeże powietrze. Było chłodno, ale słonecznie.

   - Odpowiesz mi szczerze na pytanie? – nie mogłem oderwać wzroku od jej oczu, skinęła głową. – Czy Ciebie i Seana coś łączy?  - Wydusiłem z siebie po chwili, a w jej oczach pojawił się szok i dezorientacja.

   - Co?... Nie – patrzyła na mnie nadal zaskoczona. Wiedziałem co teraz zrobić. To była jedyna szansa. Albo mi pozwoli, albo mnie odrzuci.

   - To dobrze – powiedziałem pochylając się do niej.

~Rosie~

            Nasze usta dzieliły dosłownie milimetry, przez całe moje ciało przechodziły dreszcze, bardzo przyjemnie dreszcze. Na chwilę zapomniałam o tym, że jesteśmy przed szpitalem. Myślałam tylko o tym, co się za chwilę wydarzy, a moja podświadomość szepnęła mi, że dobrze zrobiłam odrzucając Seana. Kiedy on się nade mną pochylał nie czułam nic. Teraz już tylko Jason tak na mnie działał. Właśnie w tej chwili złączył nasze usta, kiedy się nie odsunęłam, przyciągnął mnie bliżej. To był słodki pocałunek, krótki. Przytulił mnie mocno do siebie i bez słów wróciliśmy do Chrisa, trzymając się za ręce. Nadal spał, więc rozmawialiśmy cichutko, żeby go nie obudzić.

   - Rosie? – usłyszałam cichy głos brata. Uśmiechnęłam się do niego, a on do mnie.

   - Zostawiłam Cię samego na jeden dzień i już zdążyłeś narozrabiać – zażartowałam, a Chris cichutko się zaśmiał. Już byłam spokojna, wiedziałam, że wyzdrowieje. – Co tam się właściwie stało? I dlaczego poszedłeś na imprezę w poniedziałek? – teoretycznie powinnam dać mu teraz odpoczywać, ale musiałam to wiedzieć.

   - Kolega miał urodziny, więc poszedłem na chwilę. Oj no już tak na mnie nie patrz. Najpierw zobaczyłem transmisje krajowych i jestem z Ciebie taki dumny – powiedział łapiąc mnie za rękę. Uśmiechnęłam się, ale zaraz spoważniałam.

   - Nie zmieniaj tematu – powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.

   - Ehhh.. Wracałem już do domu. Szedłem sobie spokojnie chodnikiem, kiedy usłyszałem pisk opon. Było ciemno, oślepiły mnie światła nadjeżdżającego samochodu, ale nie jechał prosto, tylko slalomem, jakby był pijany. Zanim zdążyłem zareagować, poczułem ogromny ból i zimno ulicy pod plecami. Chwilę później straciłem przytomność. – patrzyłam na niego,  nie mogąc nic powiedzieć. Pochyliłam się i lekko przytuliłam brata.


            Siedzieliśmy tak jeszcze jakiś czas rozmawiając, a kiedy zrobiło się ciemno poszłam do domu. Ten schemat powtarzał się do końca tygodnia. Szkoła, szpital, dom. Jason chodził ze mną do Chrisa. Zachowywaliśmy się jak para, ale czy tak było… nie wiedziałam. Musiałam z nim o tym porozmawiać. Sean rzucał mi dziwne spojrzenia. Głównym tematem w szkole stał się wypadek mojego brata, więc nikt nie zwracał uwagi na mnie i Jasona, co mi odpowiadało. Nie mogłam doczekać się powrotu Chrisa do domu. Bardzo brakowało mi jego obecności. Niby rozmawiałam z nim codziennie, ale to nie było to samo.

_____
Kolejne rozdziały będą pojawiać się w weekendy, gdyż w tygodniu nie mam czasu :/